Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KSIĄŻKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KSIĄŻKI. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2013

Alice Munro 1:1

Już kilka miesięcy przed tym, jak Alice Munro otrzymała Nagrodę Nobla, książki tej autorki kusiły mnie swoimi okładkami z księgarskich półek (tak, jako grafik, oceniam książkę po okładce).
Udało mi się pożyczyć i przeczytać zbiór opowiadań pt. "Uciekinierka". Byłam zachwycona ich ciekawymi i zaskakującymi fabułami oraz emocjami ukrytymi na każdej stronie.

Po tym jak pisarka otrzymała Nobla i po odczekaniu, aż jej książki znowu trafią do księgarń zakupiłam tom "Miłość dobrej kobiety". Niestety książce tej daleko do "Uciekinierki". Są tam piękne opowiadania, które dobrze się czyta, jednak brak w nich tego "czegoś" - tajemnic bohaterów, których odkrywanie w "Uciekinierce" sprawiało, że czytało się ją z wypiekami na twarzy i zaciekawieniem - co będzie na kolejnej stronie.
Planuję dać Munro jeszcze jedną szansę, zastanawiam się, jaką książkę powinnam wybrać, żeby się nie zawieść. Może Wy, czytelnicy mojego bloga, coś czytaliście autorstwa Munro i możecie coś polecić?


sobota, 9 listopada 2013

O książce "Skandalistki"

Jak tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że prędzej czy później musi ona trafić w moje ręce.
„Skandalistki” z bardzo wymownym podtytułem „Historie kobiet niepokornych” autorstwa Elizabeth Kerri Mahon to 35 barwnych życiorysów wyjątkowych kobiet, które w różny sposób zapisały się w dziejach świata. Książce przyświeca motto Laurel Thatcher Ulrich: „Posłuszne kobiety rzadko tworzą historię”. Historie skandalistek podzielone są na kilka tematycznych rozdziałów:
- ‘Waleczne przywódczynie’, gdzie znajdziemy życiorysy takich kobiet, jak: Kleoparta czy Joanna d’Arc,
- ‘Krnąbrne żony’, dzięki któremu mogłam poznać niesamowitą postać – Émilie du Châtelet (o której więcej w dalszej części tekstu),
- ‘Błyskotliwe uwodzicielki’ z Anną Boleyn na czele, wśród nich nie mogło zabraknąć Maty Hari,
- ‘Panie z misją’,
- ‘Bohaterki Dzikiego Zachodu’, wśród mało (albo w ogóle) znanych pań znalazła się Kalamity Jane, której imię na pewno większości ludziom otarło się o uszy,
- ‘Uczuciowe artystki’, czyli najbardziej interesujący mnie rozdział, wśród nich: Camille Claudel, Isadora Duncan, Josephine Baker, Billie Holiday i Frida Kahlo,
- ‘Nieustraszone poszukiwaczki przygód’ z niesamowitą historią Amelii Earhart.
Co ciekawe, książka jest rezultatem działalności blogowej Elizabeth Kerri Mahon, która od 2007 roku prowadzi blog Scandalous Woman

Z zawartych w książce opowieściach i życiorysów możemy wiele dowiedzieć się na temat historii, a także sytuacji oraz sposobu postrzegania kobiet w ciągu wieków (przekrój dat życia skandalistek jest imponujący, od Kleopatry żyjącej przed naszą erą, po całkiem współczesne artystki, jak Billie Holiday czy Josephine Baker). I jak się okazuje, zawsze znajdą się takie kobiety, które idą własną, niekonwencjonalną ścieżką, w imię wyznawanych wartości, powierzonego stanowiska, czy własnej pasji.

Skandalistka, która zrobiła na mnie największe wrażenie to żyjąca w epoce oświecenia - Émilie du Châtelet.
Przez długi czas znana jedynie z tego, że miała romans z Wolterem. Już jako dziecko wykazywała się szerokimi zainteresowaniami. Na szczęście jej ojciec uważał, że powinna się kształcić tak samo jak bracia, jej matka była załamana, że dziecko nie zamierza się zachowywać jak przystawało kobiecie.  Małżeństwo i macierzyństwo (urodziła trójkę dzieci) nie zaspokoiło potrzeb Émilie du Châtelet, opuściła rodzinę i udała się do Paryża, gdzie rozwijała naukowe zainteresowania. Wkrótce poznała Woltera, z którym urządziła posiadłość (należącą do jej męża, ale nie miał nic przeciwko, sam miał liczne pozamałżeńskie romanse). Odwiedzały ich najwybitniejsze umysły epoki, znajdowało się tam laboratorium fizyczne, odbywały się przedstawienia teatralne, koncerty i odczyty poezji. Émilie du Châtelet  razem z Wolterem wydała : „Rozprawę o Newtonie” - co prawda na okładce znalazło się tylko nazwisko mężczyzny. Kolejne dzieło naukowe Émilie – samodzielne - było już wydane pod jej nazwiskiem - była to pierwsza rozprawa wydana przez Królewską Akademię Nauk, której autorem była kobieta.
fot.: wikipedia
Życie naukowe Émilie du Châtelet  to: eksperymenty, rozwiązywanie skomplikowanych równań matematycznych, poezja, tłumaczenie klasycznych dzieł łacińskich i greckich, znajomość podstaw prawa. Dla zabawy napisała poradnik dla kobiet, w którym radziła, co należy zrobić, aby tak jak ona spełnić się w życiu. Poradnik wznawiany sześć razy, sama autorka przetłumaczyła na język angielski.

Jak się zakończył romans Émilie du Châtelet i Woltera - tych dwóch wielkich umysłów?
Mężczyzna poczuł, że nie dorównuje już w niczym swojej kochance. Powiedział jej: „Niegdyś uczyłem się wraz z Tobą, lecz teraz wzleciałaś tak wysoko, że nie mogę Cię dosięgnąć.”

A Wy, czytaliście „Skandalistki”? Jaka bohaterka książki zrobiła na Was największe wrażenie?


wtorek, 18 czerwca 2013

Kobieta w lustrze

Przyglądanie się sobie w lustrze ma wiele aspektów. Czasami ktoś zagląda do zwierciadła, aby lepiej poznać samego siebie, swoją powierzchowność, niekiedy po to by zobaczyć, jak widzą go inni lub aby poprzez własną powierzchowność wniknąć głębiej we własną duszę. Lustro jest jednak nie tylko narzędziem samooglądu, samopoznania, refleksji nad sobą, to także symbol rozdwojenia, nieświadomych wspomnień, wyobraźni.
„Kobiety w sztuce” to nie tylko artystki, to także wszelkiego rodzaju motywy kobiece występujące w sztuce, muzy artystów, bohaterki występujące w książkach czy filmach. Dlatego też postanowiłam napisać o książce, której autorem jest mężczyzna – dokładniej Éric-Emmanuel Schmitt, ale bohaterkami powieści są trzy kobiety. Mowa o książce „Kobieta w lustrze”. Po moich ostatnich nie do końca trafionych wyborach lekturowych, książka ta była naprawdę miłą odmianą. Na reszcie coś wartego uwagi! Trochę i tak przeciągałam moment rozpoczęcia lektury ze względu na to, że ostatnia książka tego autora jaką przeczytałam - "Kiedy byłem dziełem sztuki" - niezbyt mi się spodobała. Jednak „Kobieta w lustrze” to jest to, co najbardziej w czytaniu lubię.
Wyraziste bohaterki:
  •  Anne – mistyczka żyjąca w XVI wieku, która uciekła sprzed ołtarza, trafiła do beginażu, gdzie mogła oddawać się temu, co lubi najbardziej: pomaganiu innym, kontemplowaniu przyrody, pisaniu wierszy.
  •  Hanna – arystokratka, którą poznajemy jako młodą żonę, żyjącą pod presją posiadania potomstwa. Bohaterka z czasem buntuje się przeciw oczekiwaniom społeczeństwa wobec niej, opuszcza męża, oddaje się psychoanalizie i życiu pełnym rozkoszy (m.in. seksualnych).
  •  Anny – gwiazda współczesnego kina, zdolna, jednak zagubiona i uzależniona od narkotyków, alkoholu, imprezowego życia i przypadkowych kontaktów z mężczyznami.

Książka „Kobieta w lustrze” jest o zatracaniu się, odrywaniu się od samej siebie, od swojej tożsamości, społecznej czy rodzinnej po to, żeby zbliżyć się do bardziej fundamentalnej rzeczywistości. Anne zatracała się w przyrodzie, którą nazywała swoim „Bogiem”, Hanna – w podświadomości, psychoanalizie i seksualności, Anny – w narkotykach, substancjach chemicznych oraz w graniu, czyli stawaniu się kimś innym.
To co zwróciło moją szczególną uwagę to motyw dualizmu ciała i umysłu/duszy/psychiki. Hanna pod wpływem swojej urojonej ciąży mówiła:



Aspekt podziału na ciało i duszę pojawia się także często w przypadku motywów w sztuce, jakim jest lustro. Nie bez powodu książka ma taki tytuł, jaki ma. Lustro jest motywem pojawiającym się w psychoanalizie (którą zafascynowana była Hanna). Jak ważne jest ono dla kształtowania ludzkiej tożsamości, zauważył Jacques Lacan. Podczas wyodrębnionej przez niego w życiu człowieka „fazy lustra” (zachodzącej pomiędzy szóstym a osiemnastym miesiącem życia) podmiot poszukuje swojej definicji, identyfikując się ze swym odbiciem, sposobem, w jaki jest reprezentowany. Wszystkie trzy bohaterki książki poszukiwały swojej prawdziwej tożsamości, odrzucając to, co na zewnątrz, cały swój kobiecy kostium powinności i zakazów.

Kobieta w lustrze w sztuce

Motyw lustra często pojawia się w twórczości Sylvii Plath. Temat przeglądania się w lustrze istotny jest w konstrukcji kobiecej tożsamości poezji poetki. Dlatego wiersz „Zwierciadło” mówi o drzemiących w kobiecie siłach i pozorze jej powierzchowności. Lustro, będące podmiotem lirycznym tego utworu, wyznaje: Jestem srebrne i dokładne. Nie mam uprzedzeń./ Cokolwiek widzę, natychmiast pochłaniam (Poezje Wybrane, tłum. T. Truszkowska). W zwierciadle przegląda się kobieta w poszukiwaniu samej siebie: Teraz jestem jeziorem. Kobieta nachyla się nade mną,/ Przeszukując moją taflę, aby poznać siebie.

Motyw kobiety w lustrze w malarstwie

Bernardo Strozzi - "Stara kobieta przed lustrem"

http://utw-art.blogspot.com
Diego Velázquez ""Wenus przed lustrem"
www.swiatobrazu.pl
Henri Matisse "La Coiffure"
www.kultura.wp.pl
Henri de Toulouse-Lautrec "Kobieta przed lustrem"
www.im9.eu
Julian Fałat "Krakowianki przed lustrem"

http://www.pinakoteka.zascianek.pl
Zygmunt Waliszewski "Toaleta Wenus (Wenus przed lustrem)"

www.artyzm.com

środa, 7 listopada 2012

Fantastyczne "Służące"


O tej książce nie ma co się rozpisywać, streszczać fabuły itp. – tę książkę trzeba po prostu przeczytać. 
„Służące” autorstwa Kathryn Stockett to tego typu powieść, po przeczytaniu której ogarnia mnie niepokój, że teraz żadna książka już mi się tak nie spodoba. Pomimo tego, że akcja książki rozgrywa się w latach 60. XX wieku w stanie Missisipi, a fabuła związana jest z segregacją rasową, książka porusza bardzo uniwersalne problemy, które dotyczą kobiet także w dzisiejszym świecie. 

I tak, odnajdziemy tutaj:

- Kobietę, która jest ofiarą przemocy ze strony męża – wypiera jakby ten fakt i boi się od niego odejść.  

- Kobiety, które w zaciszu własnego domu przeżywają swoje tragedie, natomiast w towarzystwie, poza domem udają silne i uśmiechają się. Czy są to ciąże i kolejne poronienia ukrywane nawet przed ukochanym mężczyzną czy depresja i próby samobójcze ukrywane pod długimi rękawami.

- Kobiety, które nie poddają się presji otoczenia, mają odwagę podążać własną drogą i mówić to, co myślą.

- Kobiety, które za wcześnie wychodzą za mąż, rodzą dzieci, a później nie potrafią znaleźć w sobie matczynej miłości – są zbyt krytyczne i wymagające względem swoich dzieci.

Jak się okazuje, problemy dotykają wszystkich, niezależnie od koloru skóry. A najważniejszym przesłaniem książki jest konieczność zrozumienia drugiego człowieka, najlepiej oddaje to ten cytat z książki

Czy nie taki był sens książki? Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: „Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli.” Znacznie mniej niż sądziłam.

Polecam wszystkim tę książkę, a następnie obejrzenie filmu, który również  dostarcza wielu wzruszeń i emocji.

nie bez powodu na zdjęciu znalazł się wizerunek Marilyn Monroe - jedna z bohaterek bardzo przypomina tę aktorkę

wtorek, 12 czerwca 2012

Sylvia Plath dla dzieci

Niezwykła niespodzianka czekała na mnie ostatnio w jednej z poznańskich księgarni. Całkiem przypadkowo, przechodząc koło działu z książkami dla dzieci rzuciło mi się w oczy nazwisko autora na jednej z nich: Sylvia Plath. Sylvia Plath! Jak się okazało, oficyna Dwie Siostry postanowiła wydać jedną z trzech napisanych przez Plath "książeczek" dla dzieci pt. "Garnitur na każdą okazję". Książka ukazała się w nowym cyklu wydawniczym – "Serio", adresowanym dla małych i dużych czytelników. Jako ten duży czytelnik i wielbiciel całej twórczości Plath nie mogłam sobie odmówić kupienia tej bogato ilustrowanej (kolejny plus) książki. 

"Garnitur na każdą okazję" to historia ciepła i pozytywna. Jej bohaterem jest siedmioletni Max Nix, który wraz ze swoimi rodzicami i szóstką braci mieszkał w małym miasteczku o nazwie Winkelburg. Chłopiec miał oryginalne pragnienie – bardzo chciał mieć własny garnitur. Garnitur, który mógłby zakładać na tytułową każdą okazję: na ślub, na narty, na urodziny, w święta i do pracy. W marzeniu tym zawarte było również pragnienie bycia podziwianym przez innych. Max wyobrażał sobie, że idzie ulicami miasteczka, a wszyscy mieszkańcy zachwycają się jego garniturem. Oczywiście, jak to w bajkach bywa, jego marzenie w końcu się spełnia. Musztardowożółty garnitur okazał się nieodpowiedni dla ojca i braci Maxa, dla chłopca był idealny.
Historia chociaż dość prosta i przewidywalna, posiada fantastyczne przesłanie: nie należy przejmować się tym, co inni ludzie sobie pomyślą. Ponadto ważne jest to, aby być sobą, mieć własne marzenia, a nie pozwalać na to, aby społeczeństwo lub ubranie określało to, kim jesteś.

Książka zostawiła mnie z pozytywnym nastawieniem i przekonaniem, że koniecznie muszę jak najszybciej spełniać swoje marzenia. Również dlatego, że dyskusyjnej urody ilustracje wykonała debiutantka - Agnieszka Skopińska. Zilustrowanie książeczki dla dzieci autorstwa Sylvii Plath – jak dla mnie szczyt marzeń! Pozostaje mi mieć nadzieję, że w Polsce zostaną wydane jeszcze pozostałe dwa teksty Plath adresowane dla najmłodszych. 

Jeszcze krótko o samej twórczości Sylvii Plath adresowanej dla dzieci. Plath napisała tylko trzy opowiadania dla dzieci, jeszcze zanim sama została matką. "Garnitur na każdą okazję" powstał we wrześniu 1959 roku, kiedy Sylvia była w pierwszej ciąży. Późniejszy okres twórczości Plath pełen jest fantastycznych wierszy, których bohaterami lub adresatami były jej własne dzieci.
Jednym z nich jest "Pieśń poranna". Sylvia Plath zwraca się do swojego dziecka, przy czym charakterystyczne dla Plath ponure metafory, jak: "twoja nagość/ Rzuca cień na nasze poczucie bezpieczeństwa" zestawione są z bardzo ciepłymi słowami: "Twoje usta otwierają się szeroko, całkiem jak pyszczek kota." Pozytywnym wierszem o tematyce dziecięcej są "Baloniki". Inspiracją tego wiersza były balony, które pozostały w domu  poetki po świętach. Te "dziwne księżyce" wydające odgłosy i trzaski przeciwstawione zostały "martwocie mebli". Balony w wierszu Plath są kolorowe: czerwone, żółte, dają radość i szczęście. Adresatem wiersza jest mała Frieda. Poetka opisuje swojej córeczce jak to jej młodszy brat - Nicholas nadgryza balon, który to w rezultacie pęka, a dziecko zostaje
"Ze strzępem czerwieni
W swej piąstce."



środa, 2 maja 2012

"O pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie" - Elif Şafak


Po ponad roku przerwy, powracam do blogowania na temat kobiet w sztuce. Nieustannie znajduję nowe inspiracje, sylwetki niesamowitych kobiet-artystek, a i książki, które ostatnio czytam poruszają  tematykę kobiecą, więc szkoda by było tego wszystkiego nie opisać. 

Właśnie jedną z tych książek jest  "Czarne mleko" autorstwa tureckiej pisarki i feministki Elif Şafak. "Czarne mleko" to autobiograficzna powieść przedstawiająca problem, jaki często dotyka współczesną kobietę  (kobietę-artystkę) rozdartą pomiędzy pragnieniem realizacji zawodowej, rozwoju intelektualnego, spełniania się, a przymusem poświęcenia się macierzyństwu. Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Przyciągnęło mnie nazwisko Sylvii Plath w opisie książki z tyłu okładki. Bowiem "Czarne mleko" jest nie tylko podróżą w głąb duszy autorki, ale analizą problemu w kontekście wielkich kobiet – pisarek, które również zmagały się z dylematem: twórczość czy macierzyństwo.

Książka przedstawia sylwetki pisarek, które:
- zrezygnowały z macierzyństwa, m.in.: Emily Dickinson, Virginia Woolf, Emily Bronte, Gertrude Stein, Elizabeth Gilbert,
- są szczęśliwymi matkami, jak np.  Margaret Atwood czy Toni Morrison,
- zostały matkami, ale nie sprawdziły się w tej roli, np. Muriel Spark, która to opuściła swojego męża i syna.

Jest rozdział poświęcony wyłącznie Sylvii Plath, o której Elif Şafak pisze: Była dziewczyną, która chciała zostać Bogiem, by stworzyć cały wszechświat od początku (str. 109, wszystkie cytaty pochodzą z książki wydanej przez Wydawnictwo Literackie, przekład Natalia Wiśniewska). O Sylvii Plath i jej stosunku do macierzyństwa opublikuję w najbliższym czasie osobny post. Teraz przejdę jednak do Elif Şafak, która przez długi czas zakładała, że nie będzie mieć dziecka, ponieważ dziecko przeszkadza kobiecie w twórczości i karierze literackiej. W książce "Czarne mleko" pojawia się ciekawy motyw "wewnętrznego haremu" – są to miniaturowe kobiety, które współistnieją ze sobą, zawsze towarzyszą Elif i każda z nich jest uosobieniem różnych cech pisarki. Jest więc Panna Intelektualistka Cyniczna, Milady Ambicja Czechowska, Panienka Praktyczna, Pani Derwisz, które to dominowały w czasach, kiedy Şafak była singielką i całą swoją energię i czas przeznaczała na pisarstwo. Blue Belle Bovary, która pojawiła się, gdy pisarka zakochała się i zaczęła większą uwagę przykładać do swojego wyglądu, chciała się podobać i być atrakcyjną. Natomiast Mamcia Pudding Ryżowy doszła do władzy w momencie, gdy pisarka pogodziła się z  tym, że jest w ciąży.

Elif Şafak w swojej książce stawia pytanie o to, czy kobieta zawsze musi wybierać pomiędzy byciem piękną,  atrakcyjną, a inteligentną. Pojawia się motyw Drzewa Mózgowego. Elif Şafak stojąc pod nim, musiała w pewnym momencie dokonać wyboru. Milady Ambicja Czechowska pyta się jej, wskazując na Mamcię Pudding Ryzowy:  Chcesz być taka jak ona? Żałosna kura domowa? Czy wolisz wieść życie jako majestatyczny drzewiasty mózg? (s. 194) Pisarka wybiera tę drugą możliwość i wtedy z jej ciałem zaczynają dziać się dziwne rzeczy: chudnie, jej skóra staje się bardziej sucha, w końcu przestaje miesiączkować. Diagnoza lekarza brzmi: Pani mózg porwał ciało… W momencie gdy pisarka się zakochuje po uszy (rozdział o znaczącym tytule "Nigdy nie mów nigdy")  Drzewo Mózgowe usycha, a Şafak wyraźnie rozkwita. Z kolei w ciąży pisarka całkowicie zdaje się na Mamcię Pudding Ryżowy, która to przejmuje władzę nad pozostałymi Calineczkami. Miniaturowa kobieta zabrania Elif czytać - Sylvia Plath, Dorothy Parker, Anais Nin, Zelda Fitzgerald i Sevgi Soysal są surowo zakazane. Jedyna dozwolona książka to "Małe kobietki", która powinna przypominać, jak ważne są więzy rodzinne i która pozwoli na przygotowanie się do roli matki. Po urodzeniu dziecka Elif Safak cierpi na depresję poporodową. Pisarka pokazuje, że jest to problem dotykający wiele kobiet, niezależnie od stopnia ich spełnienia i szczęścia. 

Skąd bierze się depresja? U Şafak wynikła ze strachu przed tym, że już nigdy nic nie napisze: Zanim się zorientowałam, literatura zaczęła przypominać odległą ziemię zakazaną, do której dostępu bronią rośli strażnicy… Najpierw przekonałam siebie, że zapomniałam, jak się pisze. A potem zaczęłam podejrzewać, że pisanie zapomniało o mnie. (s. 331) 

Na szczęście siła woli, opanowanie i trzeźwość umysłu (a także w mniejszym stopniu terapia) pozwoliły rozprawić się Elif Şafak z jej depresją. Pomogło zaakceptowanie tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a macierzyństwo to jej naturalny stan.

Autorka "Czarnego mleka" w pewnym momencie przywołuje słowa Katherine Mansfield: Być wiernym swojemu ja! Ale któremu? Której spośród – jak się wydaje – setek jaźni? Przy tych wszystkich kompleksach, ograniczeniach, reakcjach, drganiach i myślach miewam takie chwile, kiedy czuję się jak skromna recepcjonistka w hotelu, który nie ma właściciela. (s. 335) Wydaje mi się, że wiele kobiecych problemów ma swoje źródło w konflikcie wewnętrznym toczonym przez takie Calineczki, o których pisze Elif Şafak. Konieczne jest pogodzenie się ze wszystkimi aspektami swojego życia i własnej osoby. Doszła do tego Şafak, która na końcu książki napisała o swoich Calineczkach: Jestem nimi wszystkimi – z ich wadami i zaletami, plusami i minusami, wszystkie ich historie tworzą księgę mojego życia. (s.348)

poniedziałek, 21 marca 2011

Leonora Carrington i jej "Trąbka do słuchania"

Leonora Carrington jako dziecko marzyła, żeby zostać lewitującą świętą. Matka przepowiadała jej że będzie kiedyś czarownicą. Została artystką - malarką i pisarką. Dzięki temu możemy wkroczyć do jej niesamowitego, przepełnionego magią świata. Wyobrażenie lewitującej świętej (a raczej nie takiej świętej zakonnicy) Carrington zawarła w swojej powieści „Trąbka do słuchania”. Już w dzieciństwie okazało się, że Leonora to osoba niezwykła, nie tylko obdarzona bogatą wyobraźnią, ale i potrafiąca pisać na wspak obiema rękami jednocześnie. Urodziła się w 1917 roku w Anglii. Jej rodzina należała do włókienniczych magnatów, mroczne domostwo w którym mieszkali inspirowało jej literacką i malarską twórczość. Studiowała malarstwo we Florencji, później kontynuowała naukę w Londynie. W 1937 roku poznała Maxa Ernsta, z którym przeżyła burzliwy romans. Nie przeszkadzała im dwudziestosiedmioletnia różnica wieku i fakt, że Ernst był żonaty.

Leonora bardzo lubiła szokować: na przyjęciu w Paryżu wystąpiła w często opadającym prześcieradle, w restauracji posmarowała sobie stopy musztardą, nie miała oporów przed tańczeniem nago. Jej przyjaciółka, również artystka surrealistyczna - Léonor Fini nazywała Carrington „prawdziwą rewolucjonistką”. W 1942 roku przyjechała do Meksyku, gdzie przebywało i tworzyło wielu surrealistycznych artystów. Ponadto zaprzyjaźniła się z Remedios Varo. Łączyło je m. in. zamiłowanie gnozą, alchemią, magią, Kabałą, naukami ezoterycznymi, południowoamerykańską mitologią. Obrazy obu artystek przedstawiały pogańskie boginie i kapłanki odprawiające dziwne rytuały (inspiracja było malarstwo Boscha, który marzył o zbliżeniu sztuki do okultyzmu i alchemii). Carrington działała w Ruchu Wyzwolenia Kobiet. Aprobowany przez nią feminizm przywracał do łask wiedźmę jako prototyp kobiety niezależnej. Jak sama artystka przyznała - pisze dla siebie, maluje dla innych. Jej prace były pokazywane podczas licznych wystaw m. in. w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Brazylii czy Londynie. Natomiast jej literacki dorobek to pisane po francusku bądź hiszpańsku dwie powieści, dwie sztuki teatralne oraz dziesiątki opowiadań. Carrington to jedyna kobieta, której tekst (opowiadanie „Debiutantka”) został włączony przez Bretona do „Antologii czarnego humoru”. Artystka niechętnie wspomina surrealistyczny epizod swojego życia, jednak należy przyznać, że uosabiała Bretonowski ideał mistycznej muzy, seksownej kobiety-dziecka, nawiedzonego medium i wariatki o niezwykłej wrażliwości.

Swój wizerunek Carrington kreuje w swoich dziełach, których bohaterki są jej alter ego. W „Trąbce do słuchania”artystka przemienia się w brodatą staruszkę. Przemiana ta, jak przyznała sama autorka, miała być kpiną z okropieństw tego świata. Bohaterką powieści jest dziewięćdziesięciodwuletnia Marion Leatherby, nieprzystosowana do kraju, w którym mieszka, marzy o przeprowadzce do Laponii. Od swojej przyjaciółki Carmeli, której pierwowzorem jest Remedios Varo, dostaje trąbke do słuchania. Przedmiot ten pozwala jej słyszeć wszystko, zwłaszcza to, co mówi o niej jej rodzina. Trąbka upodabnia ją również do Archanioła Gabriela, dzięki trąbce dowiaduje się, że syn z synową chcą ją umieścić w domu starców. Jak się okazuje, miejsce do którego trafia nie jest zwykłą instytucją skupiającą znudzonych i schorowanych starców, a pseudoreligijną wspólnotą Bractwa Światła. Funkcjonowanie i to, co się dzieje tam to popis wyobraźni autorki - mieszkanki bractwa to oryginalne staruszki, domy, w których mieszkają mają dziwaczne kształty. Bohaterki to odważne, pełne energii do działania staruszki, buntują się przeciw panującym zasadom, w imię solidarności z innymi są gotowe podjąć strajk głodowy. Porządek panujący utworzony został przez zhierarchizowany, męski świat. Natomiast zburzony zostaje przez oszalałą przyrodę oraz inwazję fantastycznych stworzeń. W książce zawarty jest motyw Graala, jednak jest to feministyczna jego wersja, to kobieta odnajduje kielich aby zwrócić go Wielkiej Bogini. Jest pełno barwnych portretów kobiet: Dona Rozalinda - zakonnica, której portret znajdujący się w jadalni intryguje Marion, staruszka Maude, która okazuje się Arturem, siostra przyjaciela Marion - Marlborough'a to wilczogłowa kuzynka egipskiego Anubisa, Christabel Burns - ciemnoskóra kapłanka, wtajemniczona w niedostępna dla innych wiedzę. Powieść Carrington przepełniona jest alchemicznymi symbolami, okultystycznymi doktrynami, pełno w niej czarownic oraz mitologicznych bestii.

Jest to przede wszystkim niezwykle feministyczna, kobieca książka. Pełno w niej odwołań do różnych boginek. Kreuje świat rządzony przez Boginię Matkę, mężczyźni natomiast przeszkadzają kobietą w korzystaniu w ich czarodziejskich mocy. Imię Marion to nawiązanie do morskiej bogini Marian oraz Marii Magdaleny. Bohaterka modli się do Wenus, która jest najjaśniejszą gwiazdą. Bohaterki to wiedźmy sporządzające napary, utrzymujące sekretne związki ze zwierzętami. Ten kult kobiecych bóstw jest odpowiedzią na zdominowany przez mężczyzn świat oraz religię, w której rządzą mężczyźni. Artystka pisała: Nie znam religii, która nie uważałaby kobiet za istoty ograniczone, nieczyste, pod każdym względem gorsze od mężczyzn.”

Na koniec przytaczam zagadkę, którą miała rozwiązać Marion:

"Na głowie i ogonie noszę czapkę białą
Wiosną latem jesienią i przez zimę całą
Noszę pas gorący na tłuściutkim brzuchu
I choć nóg nie mam żadnych to wciąż jestem w ruchu".

Tekst napisany na podstawie „Posłowia” autorstwa Agnieszki Taborskiej, „Trąbka do słuchania” Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998.

wtorek, 7 grudnia 2010

Zaplecze

Historia Klary Wiśniewskiej - nastoletniej anorektyczki przedstawiona jest w książce Marty Syrwid pt. „Zaplecze”. Opowieść o tej bohaterce najlepiej rozpocząć jej słowami: „Ja zaczynam się dla siebie przy stole”. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o pierwsze wspomnienia Klary z dzieciństwa, związane z tym meblem - głównie jedzącego przy nim Ojca, który budził strach w małej dziewczynce i przemocą wmuszał w nią zupę. To właśnie stół - a raczej związana z nim czynność - jedzenie jest punktem odniesienia do opisu Klary i pojmowania przez nią świata. Układanie diet, przygotowywanie niskokalorycznych pokarmów, a w końcu ich totalne unikanie jest sensem i celem jej życia, bohaterka wyznaje: „Jeżeli utrzymam dietę, zachowam kontury postaci”. Dziewczyna robi wszystko, żeby nie jeść, jest dumna, gdy kontroluje swój głód. Kontrola jest w jej przypadku kluczowym zagadnieniem. Klara jest owładnięta strachem przed jej utratą, strachem przed chaosem: spóźnieniem, niezapłaconymi rachunkami, nieuprasowanymi spodniami oraz słabą średnią ocen w szkole. Jest typem perfekcjonistki, jej marzeniem jest bycie „manekinką” stojącą za sterylną, chroniącą przed światem szybą. „Manekinka” jest śliczna, ma gładką, twardą skórę, cienkie palce u rąk, piękne włosy i błyszczące oczy. Przede wszystkim jednak - i to jest najważniejszą zaletą - nie je. Fobie Klary skumulowane są w kłębku znajdującym się z tyłu jej głowy. Na co dzień bohaterka ukrywa go pod ciasnym kokiem. Co się składa na ten kłębek? „W kłębku pulsują moje wielokrotności” - tłumaczy Klara.
Feministyczna badaczka, Susan Bordo, interpretując zachowanie anorektyczek przywołuje określenie Michaela Foucault'a - „posłuszne ciało”. Jest to ciało, które podąża za nieustannie zmieniającym się wzorem, podlega zdyscyplinowaniu i normowaniu. Według Bordo, anorektyczka doświadcza umysł i ciało jako istniejące oddzielnie od siebie - obce, zewnętrzne mięso i kontrolujący je perfekcjonistyczny umysł. U Klary widać to rozdwojenie. Jej umysł jest owładnięty myślą o odchudzaniu i czuje, że czasami ciało buntuje się przeciwko głodówce. Dlatego Klara rozmawia na przykład ze swoimi kolanami, pociesza się i jest przekonana: „Na pewno organizm ma kontakt z mózgiem. Ciało wie, do czego dąży (...) organizm rozumie. Też chce schudnąć.” Czy aby na pewno? Drakońskie diety czy forsujące ćwiczenia fizyczne sprowadzają na drugi plan naturalne predyspozycje i potrzeby ciała. Klara nie zważa na swój stan zdrowia, jej skóra jest wyniszczona brakiem substancji odżywczych, najpierw swędzi, później pojawiają się na niej rany.
Marta Syrwid znakomicie oddała sposób rozumowania anorektyczki, jakby miała okazję obserwować ją wąchającą ciasto, jedzącą w ukryciu tak, żeby nikt nie widział, żeby poczuć smak, ale żeby za dużo kalorii nie dostało się do organizmu. U Klary normalne jest zjadanie okruszków, samego nadzienia z pączków, a nawet wypluwanie tego. Nieustannie towarzyszący jej głód objawia się notorycznym oblizywaniem warg. Ponadto do jej manii należy ciągłe ważenie się, mierzenie, dotykanie części ciała, aby sprawdzić czy na pewno są chude. W książce stworzona jest cała definicja pojęcia głód. Między innymi jest to „dotykanie zimnymi palcami rozpiętego na żebrach wciągniętego brzucha”. Głód „może być w suchej i cienkiej skórze rąk. W wyliczaniu kalorii na kościstych palcach”.
Czy Klara wyjdzie z anoreksji? Czy w ogóle można pozbyć się natrętnych myśli i przekonania, że jest się niedoskonałym? Jak pisze autorka książki - „Anoreksja to ciężka, uczciwa praca nad sobą”.

Literatura
M. Syrwid, Zaplecze, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2009
E. Hyży, Kobieta, ciało, tożsamość. Teorie podmiotu w filozofii feministycznej końca XX wieku, Kraków 2003


wtorek, 21 września 2010

Urodzona 29 lutego

-->
... a więc to istnieje naprawdę, tak silne uczucie w człowieku, że ze śmiechu i płaczu, pomiędzy śmiechem a płaczem, nie można znaleźć słów, ależ to coś niebywałego, całkiem jak w filmie, jak w powieści. Czuła w sobie istne trzęsienie ziemi, a że nie znała więcej słów niż inni, więc to na pewno zakochanie (1).
Takimi słowami opisuje miłość austriacka pisarka Ingeborg Bachmann (1926-1973) w opowiadaniu „Problemy, problemy” (z tomu „Symultanka”, Czytelnik, Warszawa 1975). Miłość jest częstym motywem w działach tej autorki. Jest to zazwyczaj uczucie przepełnione namiętnością, obsesyjne, spalające, stanowiące źródło cierpienia, czasami wręcz prowadzące do zatracenia. Bachmann opisująca w większości swoich utworów związek pomiędzy kobietą a żonatym (sic!) mężczyzną, to właśnie kobiety stawia na przegranej pozycji. Są one zagubione w tej miłości, co najlepiej ukazane jest w powieści „Malina”... bo kiedy trzeba o kimś stale rozmyślać i budzić uczucia dla niego, to wtedy jest się prawdziwie nieszczęśliwym (2). Natomiast miłość przedstawiona w opowiadaniu „Problemy, problemy” wydaje się czymś pięknym, potężnym i dającym radość. Bohaterka opowiadania takiej fascynacji nie uległa jednak pod wpływem mężczyzny. Owszem miała kochanka (żonatego), z którym łączyły ją raczej uczucia platoniczne, właściwie to było jej wszystko jedno, czy będą się spotykać czy nie. Do Beatrix - bo tak miała na imię, fala miłości przyszła w momencie, gdy zobaczyła własne oblicze w lustrze. Ingeborg Bachmann tym sposobem pokazuje, jak zaskakująca i niespodziewana (Beatrix zakochała się w sobie zdejmując wałki i widząc swoją twarz otoczoną lokami) jest miłość do samego siebie. Jednak czy jest to tylko zauroczenie własnym wyglądem? Beatrix - osoba bez celu w życiu, leniwa, lubiąca spać, szczęśliwie zagrzebana w pościeli, nieustannie zmęczona, bez poczucia obowiązku zarabiania na siebie czy uczenia się, kochanka (?) Ericha, którego żona Guggi jest wielokrotną niedoszłą samobójczynią. Beatrix zmagająca się z uciążliwym trudem codziennego przymusu wyszukiwania pończoch, zajęta dobieraniem garderoby, szminkowaniem. Jej najukochańsze słowo to „Okropność”. Urodziła się 29 lutego, więc daje do zrozumienia, że jest jeszcze dzieckiem i nigdy nie będzie dorosła. Jednocześnie czuła się za stara na dziecięce według niej podchody mężczyzn, ich dotknięcia oraz przytulanie się. Do końca nie wiadomo, co łączyło ją z Erichem - czy była to namiętność czy stanowiła ona dla niego tylko „oazę spokoju”, oddech w jego pogmatwanym życiu z Guggi. To co ich łączyło pisarka określa słowami: To czego nie było między nimi. Momentami Beatrix robi się denerwująca dla czytelnika. Drażni jej lenistwo, brak inicjatywy czy ludzkich odruchów. Jak pisze autorka, Beatrix była po prostu zbyt wyczerpana, by rzucić się w wir życia. Jej jedyna rozrywką było przesiadywanie w salonie fryzjerskim RENÉ. Tam czuła się dobrze, wszyscy ja rozumieli a ściany były pokryte lustrami. Dopiero tam okazuje się, że Beatrix ma prawdziwe, ludzkie odruchy, uczucia. Oczekując na zabiegi pielęgnacyjne była przejęta, zmęczenie z niej opadało, zmieniała się, promieniała, zapominała o tym, co ja dręczyło. Wybór fryzury - to dla niej poważna decyzja. Już przed przełomowym momentem, w którym zakochała się w sobie, zdawała sobie sprawę z tego, że jest ładna. Szczególnie podobały jej się własne stopy - nikt, nawet Erich nie musiał oglądać jej stóp, wystarczyło, że ona je widzi i może się nimi zachwycać. Dręczył ją iście filozoficzny dylemat: Jestem dziewczęciem-kobietą. Czy może kobietą dziewczęca? (str. 86). Rozpoznanie siebie, pięknej w lustrze było dla niej objawieniem. Postawa Beatrix jest jakby głosem Bachmann przeciw tradycyjnemu traktowaniu kobiecego ciała w historii kultury zachodniej. Jak pisze Barbara Smoleń: "Według poststrukturalistycznych teorii feministycznych cywilizacja zachodnia jest zdeterminowana przez panujący w niej patriarchalny system organizacji społecznej i kulturowej, mający na swe usługi dyskurs fallocentryczny. Kobiecość jest w nim na różne sposoby mistyfikowana, kobieta czuje się w mniejszym lub większym stopniu wykluczona, wyalienowana, opresjonowana”(3).Przez wiele wieków ciała kobiet były jedynie pięknym przedmiotem do oglądania, tematem tabu. Kobiety nie mogły się cieszyć własną cielesnością, gdyż wyuczano w nich poczucie wstydu. Dlatego tak niezwykła i utrzymana w feministycznym duchu wydaje się być ta celebracja własnego wyglądu, urody przez Beatrix. Moment, gdy bohaterka zdejmując wałki z głowy patrzyła zauroczona na swoje przemienione, otoczone lokami oblicze był
-->jak z innego świata. Ze świata, w którym nie drą się pończochy, nie brudzą się suknie, w którym nie pada deszcz. Na ziemię sprowadził ją dopiero nieudany makijaż (maquillage) oczu wykonany przez nową, niewprawną pracownicę salonu fryzjerskiego RENÉ. Nierówne kreski na powiekach doprowadziły ją do załamania. Beatrix wybiegła z salonu na dwór, na deszcz, który doszczętnie zniszczył także piękne loki. Karen R. Achberger twierdzi, że bohaterki opowiadań składających się na tom „Symultanka” są cichymi ofiarami zbrodni współczesnego społeczeństwa przeciwko kobietom. W przypadku Beatrix zniszczona fryzura i makijaż są przedstawieniem „symbolicznego samobójstwa” (4). Jest to metaforyczna destrukcja, której doświadczają kobiety. Znamienne są ostatnie słowa opowiadania. Pewna staruszka widząc Beatrix w tak opłakanym stanie, pocieszała ją myśląc, że wszystkiemu winien jest jakiś mężczyzna. Beatrix nie zaprzeczyła, tylko powtórzyła za nią: Tak, ci mężczyźni -->Ingeborg Bachmann nie zostawia w swoim opowiadaniu pozytywnego przesłania. Wydaje się, że dla kobiet ich własne ciało i wygląd będą zawsze brzemieniem, źródłem udręki. Najpierw ze względu na męską opresję i panujące stereotypy. Kierunek się zmienił i wyemancypowane kobiety pragną wyglądać pięknie, cieszyć się własną urodą, nadążać za panującymi kanonami piękna. Przez co niejednokrotnie, niezadowolone z tego co widzą w lustrze, wpadają w pułapkę (anoreksja, bulimia). Utwór „Problemy, problemy” Ingeborg Bachmann napisany ok. 1972 r. wydaje się być prekursorski w tym kierunku.
-->
-->
-->
-->
-->
1. I. Bachmann, Problemy, problemy, tł. A. M. Linke.
2. I. Bachmann, Malina, tł. S. Błaut, wyd. Czytelnik, Warszawa 1980, str. 306.
3. B. Smoleń, Mimetyzm Luce Irigaray. w: Ciało, płeć, literatura. Prace ofiarowane Profesorowi Germanowi Ritzowi w pięćdziesiątą rocznicę urodzin, red. M. Hornung, T. Korsak, Warszawa 2001, str. 659.
4. K. R. Achberger, Understanding Ingeborg Bachmann, 1995, str. 143.  
-->
-->
-->
-->
-->