wtorek, 18 grudnia 2012

10 moich ulubionych motywów twórczości Sylvii Plath

1. "Jestem, je-stem, je-stem"/ "I am. I am. I am."


Serce bijące rytmie "I am. I am. I am." to motyw pojawiający się dwukrotnie w powieści "Szklany klosz".
Pierwszy raz w momencie, kiedy główna bohaterka - Esther Greenwood próbuje się utopić, jednak jej ciało jest na tyle zdeterminowane, aby przetrwać, aby żyć. Kiedy walczy z wypychającą ją na powierzchnię wodą, jej serce bije coraz mocniej.
Poniżej fragment powieści:
Postanowiłam płynąć, aż się zmęczę, żeby mi nie starczyło sił na powrót. Rytmicznym ruchom rąk i nóg towarzyszyło głuche bicie mojego serca. W uszach szumiała mi krew, jak motor samochodu.
Jestem, je-stem, je-stem, je-stem.
(S. Plath "Szklany klosz", przeł. Mira Michałowska) 
Drugi raz ten „znajomy rytm serca” Esther słyszała również w obliczu śmierci, tym razem podczas pogrzebu przyjaciółki.

Ten sam motyw artystka zawarła  w wierszu "Samobójstwo przy Egg Rock". Samobójca leży w otoczeniu miejskiego krajobrazu
A jego krew wybijała odwieczny rytm
Jestem, jestem, jestem.

Bardzo lubię ten motyw. Wśród charakterystycznych dla Plath obrazów rozkładu i śmierci to bijące serce jest oznaką prawdziwego życia. Mnie również zainspirował ten motyw do stworzenia poniższej ilustracji.

gosiarysuje.pl

2. Totem

James Georg Frazer w swoim wielkim dziele "Złota Gałąź", którym fascynowała i inspirowała się Sylvia Plath występuje motyw totemu jako "swoistego pojemnika, w którym człowiek przechowuje własne życie" (cytat za: Ercia Wagner "Sylvia Plath i Ted Hughes"). Erica Wagner twierdzi, że takim totemem w  poezji Sylvii  Plath często bywa serce, jak w poemacie  "Trzy kobiety":

To jak gdyby wyjąć serce
Nałożyć mu twarz i puścić między ludzi (tł. J. Rostworowski) 

Podobny obraz zbiornika na życie zawarty jest w "Tulipanach", gdzie podmiot liryczny, któremu choroba odebrała energię i chęć do życia, stwierdza:  

Mam niechęć do bagażu.
Mój neseser z lakierowanej skóry przypomina czarne pudełko z pigułkami. 
(Poezje Wybrane, tł. J. Hartwig)

Również tutaj występuje motyw ciała – pojemnika na duszę i to, co się na nią składa, czyli wspomnienia, serdeczne skojarzenia, uczucia. Osoba mówiąca wypiera się tego wszystkiego, więc wyznaje:  

Puściłam luzem mój trzydziestoletni statek z ładunkiem
Trzymający się uparcie mojego nazwiska i adresu.

3. Papier

Płaski, cienki,  delikatny,blady - te wszystkie  określenia zastąpione są w poezji Sylvii Plath metaforą papieru

W wierszu „Tulipany” podmiot liryczny przygląda się sobie i stwierdza: I widzę siebie, płaską, śmieszną sylwetkę wyciętą z papieru

Z kolei  w wierszu "Kandydat" kobieta na początku jest naga jak kartka.

4. Powtórzenia

Często pojawiają się w poezji Sylvii Plath. Kiedyś czytałam, że są one nie tylko  dlatego, żeby nadać rytm utworom, ale i dlatego, że Sylvia Plath cierpiała na nerwicę natręctw, która jakby wymusza powtarzanie pewnych czynności. W tym przypadku jest to powtarzanie fraz wiersza.

"Grzyby" (fragm)
O trochę albo o nic.
A takie mnóstwo  nas!
A takie mnóstwo nas!

"Maki w lipcu" (fragm.)
Lub wy sączcie we mnie swoje soki, w tej szklanej kapsułce
upijcie i uciszcie.

Ale bez barwy. bez barwy.

"Tatuś"(fragm.)
Nie wystarczysz mi już, nie wystarczysz
Mi już, czarny busie,
W którym mieszkać musiałam jak noga
(...)

5. Giorgio de Chirico

Badacze zauważają duży wpływ malarstwa surrealistycznego Giorgia de Chiro na twórczość Sylvii Plath. Dowodem tego są dwa wiersze Plath bezpośrednio  odnoszące się do prac de Chirico: "Niepokojące muzy" (taki sam tytuł ma obraz malarza) oraz "Na upadek bogini". Badaczka Judith Kroll zauważa, że poetka zapożyczyła sobie od tego twórcy warstwę wyobrażeniową charakterystyczną dla malarstwa surrealistycznego i metafizycznego. Uwidacznia się to szczególnie w budowaniu krajobrazu w zastosowaniu głębokiej perspektywy, iluzji bezkresnej odległości, występowaniu obiektów, które przeciwstawiają się prawom skończoności przestrzeni oraz długich cieni rzucanych przez postaci i budowle. To cechy charakterystyczne dla pejzaży ukazanych na obrazach de Chirico i znajdują one swój słowny, poetycki ekwiwalent w utworach Plath.

Charakterystyczne dla malarza manekiny również znalazły się w poezji Sylvii Plath, m.in. w wierszu "Monachijskie  manekiny".

alt
Giorgio de Chirico "Niepokojące muzy" źródło: twoja-galeria.eu

6. Kamień

W wielu utworach Sylvii Plath natur, przyroda ukazana jest jako żywioł potężny, pełen życia i energii. Jednak zawsze w obrazowaniu poetki pojawia się kamień - nieporuszony, ciężki, zimny i cichy. Przykładowo, podmiot liryczny utworu List miłosny znajduje się pomiędzy kamieniami, tak jak one jego ciało jest nieporuszone, lico z bazaltu nie zdradza żadnych uczuć. Takie otoczenie ma wprowadzać atmosferę alienacji, braku miłości. Metafora ciała-kamienia oznacza wyobcowanie, niemożliwość wyrażenia siebie jak w wierszu Dwoje obozujących w krainie chmur, gdzie podmiot liryczny mówi: Przywieram do ciebie niema jak skamielina. Potwierdź mą obecność.

7. Czerwień

Najbardziej intensywny kolor w poezji Sylvii Plath.

Moje czerwone włókna płoną jak druciana ręka. ("Wiąz)

Dwanaście czerwonych ciężarków ołowiu wokół mojej szyi. ("Tulipany")

Ta czerwona ściana wciąż wibruje:
Czerwona pięść,co otwiera się i zaciska,
("Obawa")

8. Rana

Rany jako motyw pojawiają się w wielu wierszach Sylvii Plath. Doświadczeniu ich towarzyszy  zazwyczaj szereg dolegliwości, takich jak: strumień krwi, siniaki, blizny i przede wszystkim ból. Głębokie wniknięcie przez poetkę w naturę ich przeżywania często odsłania materialny, czysto cielesny wymiar cierpienia. 

Jestem jak rana opuszczająca szpital.
Jestem nie zagojoną raną, na którą machnięto ręką.
("Trzy kobiety")

Wiersz "Cięcie" (ang. "Cut", różnie bywa tłumaczony ten tytuł) cały jest opisem rany, która powstała podczas krojenia cebuli. Sylvia Plath stosuje ciekawe metafory w celu opisania tego skaleczenia.

Z rozcięcia wybiega milion żołnierzy,
A każdy w czerwonej kurtce.
Po czyjej są stronie?

9. Medycyna

W twórczości Sylvii Plath medycyna jest pewnego rodzaju siłą, która daje lekarzom nadprzyrodzone zdolności, a pacjentom często strach (uciekająca Esther Greenwood po tym, jak dowiedziała się, że będzie poddana elektrowstrząsom to jedna z najbardziej sugestywnych scen w "Szklanym kloszu")
Poza tym Sylvia Plath często ukazuje ciało w przestrzeni szpitalnej, podlegające rekonwalescencji,  znajdujące się pod wpływem działania różnych lekarstw, środków przeciwbólowych czy nasennych. Wiele osobistych doświadczeń złożyło się na medyczne obrazowanie w twórczości tej poetki.
W twórczości poetki występuje motyw lekarza-opresora wykorzystującego swoją wiedzę w celu wywołania u pacjentki poczucia słabości i zagubienia oraz lekarza-boga, który włada chorymi ciałami i o organizmie człowieka mówi z dumą: Ja go udoskonaliłem ("Chirurg o 2 nad ranem").

10. Twarz

Wiersze Sylvii Plath oraz jej osobiste zapiski świadczą, że poetka była niezwykle uwrażliwiona na ludzkie oblicze i to, co ono sobą reprezentuje. 10 stycznia 1953 roku Plath, oglądając swoje zdjęcie zanotowała w dzienniku: Popatrzcie na tę brzydką, martwą maskę i zapamiętajcie ją dobrze. Kredowobiała maska, za którą ukryta jest martwa, wysuszona trucizna, jak anioł śmierci. Właśnie tym byłam na jesieni. Nigdy więcej już nie chcę taka być. Wydęte usta, smutna mina, przymknięte, pozbawione wyrazu oczy: objawy wewnętrznej zgnilizny. (S. Plath Dzienniki 1950-1962, przeł. J. Urban, P. Stachura)
W swoich wierszach poetka zawarła wiele rozważań na temat twarzy:

- jej braku

I widzę siebie, płaską, śmieszną sylwetkę wyciętą z papieru, (...)
Bez twarzy, bo zawsze chciałam zatrzeć swoją twarz.
("Tulipany")

- przypominającej księżyc

Księżyc nie jest bramą. To twarz o swych własnych prawach,
Biała jak kłykcie i strasznie zdenerwowana.
(...) milczy,
Rozdziawiając wielkie "O" swej bezdennej rozpaczy
("Księżyc i cis")

- pojawiają się też poszczególne elementy twarzy: oczy, usta

Najpierw usta, doniesiono o ich zniknięciu
W następnym roku. Były nienasycone
I za karę zawieszono je jak brunatny owoc,
By skurczyły się i wyschły.
("Detektyw")

Twe jasne oko jest czymś skończenie pięknym.
Chcę wypełnić je tęczą barw i stadem kaczek,
Zwierzyńcem nowości,
(...)
Sadzawko, w której powinny odbijać się
Wspaniałe i klasyczne obrazy.
("Dziecko")

środa, 12 grudnia 2012

Z cyklu muzy artystów: Lina Cavalieri

Kobiety obecne są w sztuce nie tylko jako twórczynie... Gdyby nie konkretne kobiety wiele dzieł sztuki w ogóle by nie powstało. Muzy są nie tylko tematem dzieł, ale również motorami tworzenia, a często również życia artysty. Muzy sławnych artystów często same były artystkami, wyjątkowymi osobowościami. Rzadko się o nich mówi, cały sukces i splendor zazwyczaj spływa na twórcę dzieła. Dlatego postanowiłam je docenić i na blogu KOBIETY W SZTUCE rozpoczynam cykl poświęcony muzom artystów.

Na pierwszy rzut - Lina Cavalieri.

źródło: wikipedia

Piękne rysy twarzy przedstawionej kobiety oraz precyzyjna czarna kreska sprawiają, że dzieła Piero Fornasettiego (1913-1988) są niezwykle intrygujące.


Lina Cavalieri była włoską śpiewaczką operową. Na początku XX wieku uznawana była za najpiękniejszą kobietę świata. Nic dziwnego, że jej uroda zainspirowała Fornasettiego - włoskiego malarza, rzeźbiarza, dekoratora wnętrz i designera. Artysta zobaczył jej zdjęcie w gazecie i pomimo tego, że już nie żyła, Fornasetti uparcie rysował ją przez całą swoją karierę. Stworzył cykl "Tema e Variazioni". Melancholijna i enigmatyczna twarz Cavalieri w różnych wariacjach znalazła się m.in. na: talerzach, tapetach, chustach, meblach.
Lina Cavalieri uważana jest za pierwszą pin-up girl, jej zdjęcia przypinane były przez mężczyzn nad pryczami w koszarach. Obecnie posiadanie jakiegoś przedmiotu z jej portretem autorstwa Fornasettiego to oznaka dobrego gustu i smaku.

źródło: http://blueredporter.blox.pl


Moje ulubione zdjęcie z dziełami Fornasettiego - Anne Hathaway na tle tapety z wizerunkami Liny Cavalieri.

źródło: http://contentinacottage.blogspot.com


środa, 21 listopada 2012

Księżniczka kropek - Yayoi Kusama

Yayoi Kusama to urodzona w 1929 roku, japońska artystka totalna: performerka, rzeźbiarka, malarka, pisarka i aktywistka. Patrząc na jej dzieła możemy stwierdzić, że ma obsesję na punkcie kropek. Przy czym nie bez powodu przywołałam określenie "obsesja" - sama Yayoi nazywa swoją działalność artystyczną "sztuką obsesyjną". Dlaczego? Artystka nie ukrywa swoich problemów psychicznych, od 1977 roku mieszka w tokijskim szpitalu psychiatrycznym. Ponadto twierdzi, że swoje inspiracje artystyczne czerpie z halucynacji i innych zaburzeń psychicznych.

Co mnie zaskakuje w twórczości Kusamy to dość pozytywny charakter jej dzieł. Z moich doświadczeń ze sztuką kojarzy mi się, że jak artysta posiada problemy natury psychicznej to jego dzieła są ponure, przesiąknięte śmiercią i motywami samobójczymi. A w przypadku Yayoi Kusamy trafiamy na  radosną eksplozję kolorów, liczne skandale i smykałkę biznesową (kolaboracja z marką Luis Vuitton).

Ekscentryczna artystka (dzisiaj ta 83-letnia kobieta nosi czerwoną perukę) w 1957 roku przyjechała do Nowego Jorku, gdzie sztuka zdominowana była wówczas przez białych mężczyzn.

W  1965 roku stworzyła swoje sławne dzieło - Infinity Mirror Room - Filled with the Brillance of Life. Podłoga pokoju, na którego ścianach od góry do dołu znajdowały się lustra, pokryta była białymi elementami o obłych, można powiedzieć - fallicznych kształtach, w czerwone kropki. W ten sposób artystka uzyskała wrażenie nieskończoności. Inspiracją do tej instalacji była depresja i osobiste obserwacje codzienności - zwłaszcza czynności, które powtarzają się każdego dnia.

źródło: bodytracks.org

Inna z akcji Yayoi Kusamy to Obliteration Room (Zamazany Pokój) - do pomalowanego na biało, ascetycznego pokoju wpuściła grupę dzieci z różnokolorowymi naklejkami w kształcie kropek w dłoniach. Dzieci mogły przyklejać kropki gdzie tylko chciały. Efekt? Eksplozja kolorów. Kto chciałby mieszkać w takim psychodelicznym pokoju?

źródło: http://interactive.qag.qld.gov.au

Yayoi Kusama to artystka odnosząca wielkie sukcesy. W 2008 roku jej praca pt. „No. 2” została sprzedana za 5,1 miliona dolarów, co ustanowiło rekord najlepiej opłaconego dzieła żyjącej artystki.

W 2012 roku artystka podjęła współpracę z domem mody Luis Vuitton. Zaprojektowała serię ubrań  i dodatków pokrytych charakterystycznymi dla niej kropkami. Kolekcja nazywa się "Infinietly Kusama".





Zachęcam do obejrzenia filmików przedstawiających sylwetkę artystki




czwartek, 15 listopada 2012

"Celebrując kobietę, którą jestem" - wiersze Anne Sexton

Dwa wiersze Anne Sexton, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Co więcej, zainspirowały mnie do stworzenia grafik - sitodruków do mojego dyplomu licencjackiego (jakieś cztery lata temu?) Poniżej wiersze w przekładzie Marii Korusiewicz (z tomu "Kochając zabójcę") i wspomniane grafiki (są to zdjęcia prac, więc nie najlepszej jakości).

POETA IGNORANCJI

Być może ziemia płynie,
nie wiem.
Być może gwiazdy to małe papierowe strzępki
wycięte przez jakieś gigantyczne nożyczki,
nie wiem.
Być może księżyc jest zamarzniętą łzą,
nie wiem.
Być może Bóg jest tylko głębokim głosem
słyszanym przez głuchych,
nie wiem.

Być może jestem nikim.
To prawda, mam ciało
i nie potrafię od niego uciec.
Chciałabym ulecieć z mojej głowy,
lecz to wykluczone.
Na tabliczce przeznaczenia napisano,
że będę wklejona tutaj, w ten ludzki kształt.
Traktując to jako szczególny przypadek,
chciałabym zwrócić uwagę na mój problem.

Wewnątrz mnie jest zwierzę,
co mocno wczepia się w moje serce,
ogromny krab.
Bostońscy lekarze
rozłożyli ręce.
Próbowali skalpeli,
igieł, trujących gazów i tak dalej.
Krab trwa dalej.
To wielki ciężar.
Staram się o nim zapomnieć, zająć się swymi sprawami,
gotować brokuły, otwierać i zamykać książki,
myć zęby i sznurować buty.
Próbowałam modlitwy,
lecz gdy się modlę, krab trzyma mocniej
i ból rośnie.

Miałam kiedyś sen,
być może to był sen,
że ten krab to moja nieznajomość Boga.
Lecz kimże jestem, by wierzyć w sny?




PIOSENKA DLA CZERWONEJ NOCNEJ KOSZULI

Nie. Nie całkiem czerwona,
lecz koloru róży, która krwawi.
To zbłąkany flaming,
przez niektórych zwany różowym ptakiem Schiaparellego.
Lecz nie w pojęciu różu, tylko krwi i
cynamonowych serc kupowanych w cukierni.
Porusza się jak peleryny w nieskalanych
wioskach Hiszpanii. Oznacza pokłady ognia
warstwa za warstwą, jak płatki,
otoczka różu czysta jak głaz.

Więc myślę o nocnej sukni w dwóch kolorach,
w dwóch warstwach, co spływają
z ramion poprzez wszystkie strefy.
Mole tęskniły za nimi przez lata,
lecz te kolory zamknęła cisza
i pożywiające się, na wpół ukryte zwierzęta.
Można myśleć o piórach,
nic o nich nie wiedząc. Można
myśleć o dziwkach i nie pojmować
drogi łabędzia. Można
wyobrazić sobie ciało pszczoły i
dotknąć jej włosków, i być blisko.

Takie słodkie widoki spustoszyły
łóżko. I dziewczyna.
Dziewczyna unosi się ze swej
koszuli, z jej barwy.
Skrzydła trzymają się
jej ramion jak bandaże.
Teraz posiada ją motyl.
Okrywa ją i jej rany.

Już nie obawia się
begonii ani telegramów, lecz
z pewnością
ta dziewczyna z nocnej koszuli,
ten budzący lęk owadzi lotnik, nie dostrzegła
jak księżyc przepływa poprzez nią
i pomiędzy.




środa, 14 listopada 2012

"Jestem na amfetaminie duszy" - Anne Sexton i jej poezja

Twórczość Anne Sexton poznałam dzięki temu, że interesuję się twórczością Sylvii Plath. Obie te artystki często pojawiają się w opracowaniach razem: jako przedstawicielki poetyckiego nurtu wyznania, jako symbole feministycznej walki z opresyjnymi realiami panującymi w latach 50. i 60. XX wieku i w końcu jako te, które sprzeciwiły się tym realiom popełniając samobójstwo. Zresztą w poezji obu Pań pojawiają się podobne motywy śmierci, ciała, przemijania. Sexton i PLath spotykały się często i przy kieliszku martini rozmawiały o śmierci…

Trochę biografii
Anne Sexton urodziła się 9 listopada 1928 roku. Jako dziecko nie zaznała zbyt wiele rodzicielskiej miłości, pomimo że miała jeszcze dwie siostry była osobą samotną. Anne była wysoka, ciemnowłosa, szczupła, dlatego będąc młodą dziewczyną zarabiała jako fotomodelka. Miała wielu kochanków, adoratorów, wielu mężczyzn jej się oświadczało. 

W wieku dziewiętnastu lat uciekła (praktycznie „sprzed ołtarza”) z Alfredem Mullerem Sextonem II – zwanym Kayo i poślubiła go. Wiedli zwyczajne życie rodzinne, Kayo służył w marynarce, po wojnie zaczął pracować w firmie ojca Anne, urodziły im się dwie córeczki. W pewnym momencie jednak nastąpił przełom w jej/ich życiu. Anne Sexton w wieku 29 lat próbowała popełnić samobójstwo i to właśnie ten moment stał się motorem napędowym jej twórczości, która była dla niej pewnego rodzaju terapią.
Anne Sexton z przykładnej żony i gospodyni domowej stała się coraz bardziej uznawaną i sławną poetką. Dziećmi zajmowała się matka Kayo, a Anne wraz mężem oddawali się coraz mocniejszemu uzależnieniu alkoholowemu. Wkrótce Kayo zaczął ją bić.
Dla Anne próba samobójcza była "rodzajem ponownych narodzin w wieku dwudziestu dziewięciu lat."
W 1960 roku ukazał się jej pierwszy tom poezji – „To Bedlam and Part Way Back”.


 Koniec
W 1964 roku Anne Sexton trafiła do nowego terapeuty – był to Dr Orne. Po dwóch latach ich relacja terapeutyczna przerodziła się w erotyczną. Poetka nie kryła się ze swoim romansem z żonatym mężczyzną. Po tym jak żona dr Orne dowiedziała się o tym związku, mężczyzna próbował zakończyć romans, jednak serce Anne pękło, doznała wypadku – spadła ze schodów i złamała sobie biodro. Ten zakazany związek trwał jeszcze do 1969 roku, kiedy to terapeuta kategorycznie ogłosił koniec. Anne się załamała, rozwiodła się z Kayem, który w tamtym okresie bił także ich córkę. Gdy córki Sexton wyjechały na studia, poetka została sama z alkoholem i tabletkami nasennymi. Anne Sexton popełniła samobójstwo 4 października 1974 roku – w niezwykłym, charakterystycznym dla siebie stylu – ubrała się w futro z norek i ze szklanką wódki poszła do garażu, gdzie włączyła radio w samochodzie i zapaliła silnik. Zatruła się spalinami.

 Motywy twórczości
Anne Sexton była bardzo twórczą i płodną artystką – pisała wręcz maniacko. Przykładowo, od stycznia do grudnia 1957 roku napisała 60 gotowych wierszy. Co dawało jej pisanie? Przede wszystkim było ucieczką przed śmiercią. W jej wierszach pojawiały się następujące motywy:

- śmierć - zafascynowanie, obsesja, opętanie. Było to jakby dziedziczne u niej w rodzinie: siostra Jane i ciotka Frances popełniły samobójstwo.

- psychoanaliza – po nieudanej próbie samobójczej poddała się terapii. Dzięki terapii „potrafiła zrozumieć skomplikowane mechanizmy, na których bazowały zarówno pewne objawy fizyczne, jak i język literacki.” 

- ciało - widziane i opisane z niezwykła wnikliwością i skrupulatnością, na przykład w wierszu "Dotyk":

...
Moja ręka opadła,
Mały drewniany gołąbek,
Który odszedł w samotność.
Odwróciła ją i dłoń była stara,
Jej linie kreśliły misterną koronkę,
Biegnąc grubym ściegiem w górę palców.
Była tłusta i miękka, i miejscami ślepa.

Nic prócz bezbronności.

Ciało opisane w bardzo naturalistyczny sposób: 
Moje usta kwitną jak otwarta rana. (wiersz „Pocałunek”)

Ciało i wszystkie doznania cielesne są synonimem, objawem życia, jak w utworze "Poeta ignorancji":
Być może jestem nikim.
To prawda, mam ciało i nie potrafię od niego uciec.
Chciałabym ulecieć z mojej głowy,
lecz to wykluczone.
Na tabliczce przeznaczenia napisano,
że będę wklejona tutaj, w ten ludzki kształt.
...
Wewnątrz mnie jest zwierzę,
co mocno wczepia się w moje serce,
ogromny krab.
...
To wielki ciężar.

- seks – postrzegany nie tylko jako źródło życia, szczęścia i życiowej radości, ale i niszczycielskiej siły.
Kochanek ukazany w wierszach Sexton to zazwyczaj silny, aktywny czasami wręcz krwawy morderca - rani i uśmierca, kobieta jest bierna, poddaje się mu. Znaczący jest sam tytuł jednego z jej tomów poezji – „Kochając zabójcę”,a wiersz o tym właśnie tytule pokazuje, że seks, miłość i pożądanie mogą być tak wielkie, że ocierają się o brutalność:

… Potem jedno z nas krzyknie:
„Ja pragnę rozpaczliwiej!” i będę
jeść cię wolno wśród pocałunków,
nawet jeśli ten zabójca, który był w tobie,
wydostał się.

Pisząc tekst korzystałam z tekstu: "Anne Sexton - Taniec ze śmiercią" autorstwa Evelyne Keitle, zamieszczonego w książce "Wielkie Szalone" oprac. Sibylle Duda i Luise F. Pusch
Fragmenty wierszy pochodzą z tomu: "Kochając zabójcę", tłum. Maria Korusiewicz


środa, 7 listopada 2012

Fantastyczne "Służące"


O tej książce nie ma co się rozpisywać, streszczać fabuły itp. – tę książkę trzeba po prostu przeczytać. 
„Służące” autorstwa Kathryn Stockett to tego typu powieść, po przeczytaniu której ogarnia mnie niepokój, że teraz żadna książka już mi się tak nie spodoba. Pomimo tego, że akcja książki rozgrywa się w latach 60. XX wieku w stanie Missisipi, a fabuła związana jest z segregacją rasową, książka porusza bardzo uniwersalne problemy, które dotyczą kobiet także w dzisiejszym świecie. 

I tak, odnajdziemy tutaj:

- Kobietę, która jest ofiarą przemocy ze strony męża – wypiera jakby ten fakt i boi się od niego odejść.  

- Kobiety, które w zaciszu własnego domu przeżywają swoje tragedie, natomiast w towarzystwie, poza domem udają silne i uśmiechają się. Czy są to ciąże i kolejne poronienia ukrywane nawet przed ukochanym mężczyzną czy depresja i próby samobójcze ukrywane pod długimi rękawami.

- Kobiety, które nie poddają się presji otoczenia, mają odwagę podążać własną drogą i mówić to, co myślą.

- Kobiety, które za wcześnie wychodzą za mąż, rodzą dzieci, a później nie potrafią znaleźć w sobie matczynej miłości – są zbyt krytyczne i wymagające względem swoich dzieci.

Jak się okazuje, problemy dotykają wszystkich, niezależnie od koloru skóry. A najważniejszym przesłaniem książki jest konieczność zrozumienia drugiego człowieka, najlepiej oddaje to ten cytat z książki

Czy nie taki był sens książki? Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: „Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli.” Znacznie mniej niż sądziłam.

Polecam wszystkim tę książkę, a następnie obejrzenie filmu, który również  dostarcza wielu wzruszeń i emocji.

nie bez powodu na zdjęciu znalazł się wizerunek Marilyn Monroe - jedna z bohaterek bardzo przypomina tę aktorkę

sobota, 6 października 2012

Marina Abramović


O Marinie Abramović w mediach jest ostatnio bardzo głośno za sprawą filmu dokumentującego jej życie i twórczość. Film ten został bardzo dobrze przyjęty podczas festiwalów: Sundance, Berlinare i T-mobile Nowe Horyzonty. Premiera kinowa  filmu „Marina Abramović – artystka obecna” wypadła wczoraj, jednak w wielu miastach odbyły się pokazy przedpremierowe. Sama nie widziałam tego dokumentu, nie wiem czy pójdę... Twórczością Mariny Abramović interesowałam się na studiach i jakby to powiedzieć: chyba z niej po prostu wyrosłam. Postanowiłam jednak poświęcić tej artystce post na blogu, który tak naprawdę jest rozdziałem z mojej pracy licencjackiej.W końcu też Marina Abramović widnieje w nagłówku bloga Kobiety w Sztuce (prawy górny róg).

Urodzona w 1946 roku w Belgradzie Marina Abramović to ikona body artu i performance’u. Sama siebie nazywa babcią tego drugiego nurtu. Pomimo faktu, że jej działania artystyczne poruszały kwestie kobiecości, szczególnie te związane z kobiecą cielesnością, nigdy nie zamykała się w getcie sztuki feministycznej. Często podejmowała ryzyko charakterystyczne dla mężczyzn, traktując swój organizm z brutalnością i bezwzględnością przypominającą sztukę akcjonistów wiedeńskich. 


Tak jak każdy artysta nurtu performance, Marina Abramović nie oddziela sztuki od życia, w swojej twórczości wyraża prywatne lęki i emocje, jednak nadaje temu uniwersalny charakter. Przetwarza doświadczenie prywatne w publiczne tak, żeby widz mógł przeżywać sytuacje razem z nią i odnaleźć  w nich własne uczucia. Sama wypowiadała się na ten temat: Przede wszystkim chcę poruszać te obszary, te myśli, które związane są ze wstydem. W moich performansach traktuję siebie jako lustro, w którym publiczność może odnaleźć swoje wewnętrzne lęki. (cyt. za: Ł. Chotkowski,”Performans autobiograficzny Mariny Abramović”, „Dialog” 2006, nr 11, s. 100).

Abramović w swoich akcjach docierała do psychicznych i fizycznych granic. W cyklu „Rhtyhm” (lata 1973-1974) traktowała swoje ciało niczym wroga, którego należy zniszczyć skutecznie i brutalnie. Pierwszą tego rodzaju akcją była „Rhythm 10”, podczas której artystka rytmicznie uderzała ostrym nożem pomiędzy palcami.


W równie drastycznej „Rhythm 2” połknęła leki, które wywołały u niej atak epilepsji, przez co nie kontrolowała swojego ciała, swoich ruchów. Następnie wzięła leki uspokajające, po których siedziała nieruchomo i spokojnie. Jak sama wyznaje, nie wiedziała wtedy nawet kim jest, jak sama przyznała: Powstała opozycja – wynikająca z początkowego braku kontroli nad swoim ciałem i kontrolowaniem go (cyt. za: M. Ryczkowska, „Podróż przez performance. M. Abramović”). Zamykającej cykl akcji artystka nadała numer „0”. Odbyła się ona w 1974 roku w galerii w Neapolu. Sama Ambramvić funkcjonowała podczas tego performace’u tylko jako obiekt, zatarła się granica pomiędzy sceną a widownią. Artystka przygotowała na stole 72 przedmioty, m.in.: pasek, szminkę, różę, widelec, perfumy, łyżkę, świecę, wodę, lustro, pistolet, naboje, cukier, alkohol, skalpel, łańcuch. Wydała oświadczenie, że całkowicie oddaje się w ręce publiczności, która może wobec niej używać zebranych przedmiotów. Jak pisze Chotkowski, Abramović  zmieniła się w tej akcji w żywe „ready mades” – żywą rzeźbę. Była bierna, natomiast to widzowie stali się performerami. Badacz opisuje to zdarzenie: W toku performansu artystce zdjęto marynarkę, skrępowano płaszczem, przeniesiono na stół, związano łańcuchem, obsypano płatkami róż (…)pozbawiono ją ubrania, rozcięto je na niej. Przeniesiono ją ze stołu, zaciśnięto dłoń na róży tak, by kolce wbijały się w skórę. Następnie różę wbito jej w klatkę piersiową. W dłoń performerki włożono nabity pistolet. Dłoń z pistoletem przystawiono do skroni. Palec położono na spuście. Następnie szybko wyrwano jej pistolet. W dłonie wciśnięto lustro z napisem „Y sono libero” (Jestem wolna) (Ł. Chotkowski, op. cit. s. 105). Po sześciu godzinach postawiona w pozycji ofiary artystka ruszyła w stronę publiczności w celu skonfrontowania się z nią, jednak nikt z uczestników tej akcji nie chciał mówić o swoich przeżyciach. Sama wyznała, że był to jej najtrudniejszy performance, gdyż zdała sobie wtedy sprawę, że oddając kontrolę nad sobą w ręce publiczności mogła zginąć. Chotkowski twierdzi, że agresję publiczności mógł spowodować fakt, że performerka była kobietą. Ze zdjęć dokumentujących akcję wynika, że działania związane z przemocą, okaleczaniem i poniżaniem pochodziły głównie od mężczyzn.

źródło: http://film373.wordpress.com/
 Marina Abramović zwraca uwagę, jak bardzo ważne jest zaangażowanie emocjonalne publiczności w to, co rozgrywa się przed nimi. Nie tylko ona przeżywa wtedy transformujące oczyszczenie umysłu, ale również widzowie mogą tego doświadczyć . W moim życiu pojawiło się bardzo ważne rozróżnienie: ciało artysty, kiedy występuję a oni patrzą i ciało publiczne, gdzie buduję tzw. Obiekty przenośne, które mają sens tylko w tamtej chwili i w tamtym miejscu, gdy publiczność ich doświadcza. (cyt. za: M. Ryczkowska, op. cit.).

Jeden z etapów twórczości Mariny Abramović związany jest z Ulayem (Uwe Laysiepen) – jej partnerem życiowym i artystycznym, którego poznała w 1975 roku. Do 1980 roku ta dwójka artystów podejmowała szereg akcji badających nie tylko relacje pomiędzy performerami a publicznością, ale również pomiędzy nimi samymi. Skupiali się na poszukiwaniu podobieństw i różnic między kobietą i mężczyzną, każde z nich pragnęło zatrzeć własne ego, własną płeć. Głównym motywem i polem, na którym zostało to ukazane stały się ciała artystów, ich możliwości i wytrzymałość. W „Breathing in, Breathing out” (1977 i 1978) złączeni ustami wdychają swoje oddechy, w „Light/Dark” (1977) nawzajem się policzkowali, w „Relation in Time” związani byli włosami. W innej akcji zatytułowanej „Rest energy” z 1980 roku, jak pisze Marta Ryczkowska, próba wytrzymałości osiągnęła swoje apogeum. Ulay kierował strzałę napiętego łuku prosto w serce Mariny. Ta statyczna inscenizacja wymagała dużej wytrzymałości  psychicznej. Dla Mariny oznaczało to całkowite poddanie się wytrzymałości Ulaya, dla niego – olbrzymią odpowiedzialność za życie Mariny i najwyższy stopień koncentracji.

źródło: http://tiffobenii.wordpress.com/
źródło: http://tiffobenii.wordpress.com/
 Twórczość Abramović – niezwykle brutalna i przesiąknięta przemocą ma niezwykle transgresyjny charakter. Artystka sugeruje, że zmienić się można tylko wtedy, gdy doświadcza się rzeczy nieznanych, które budzą lęk. Świadczą o tym jej słowa: Najwięcej uczę się od tego, czego się boję.